Z pamiętnika tłumacza. Od Erpegisa (3)
zucho, 2011-12-30 12:57:00Miesiąc się kończy, wraz z nim (już jutro!) cały rok 2011, a to oznacza również zakończenie grudniowej ofensywy wolsungowej na naszej stronie. Zapraszamy do lektury ostatniego wpisu z serii „Z pamiętnika tłumacza”.
Autor: Jakub „Erpegis” Osiejewski
Pomagałem Żuchowi w tłumaczeniu Wolsunga na język angielski, przekładając sporą część rozdziału czwartego – czyli opisy poszczególnych krajów. Dodatkowo udało mi się też dołożyć cegiełkę do kilku innych kwestii tłumaczeniowych.
Kraje i wyznania
Jak wiadomo, Wolsung pełen jest odniesień i gier kulturowych – niektóre są znane tylko w Polsce, trzeba było więc znaleźć analogie do nich w kulturze anglosaskiej. Na przykład „CK Dezerterów” zastąpiłem „Wojakiem Szwejkiem”, nieco lepiej znanym, a Karola Maya (znanego chyba dziś już tylko w krajach demokracji ludowej) Clintem Eastwoodem. Nasza wizja krajów, zwłaszcza sąsiednich – Rosji czy Niemiec, jest bardzo specyficzna, uwarunkowana historią – stąd też na przykład w opisie Morgowii trzeba było podać znacznie bardziej otwarcie, że kraj ten jest tyranią, i spróbować wytłumaczyć angielskiemu czytelnikowi co to jest otczestwo. Podobnie w wypadku Zakonu – napiszesz Polakowi „Krzyżak” i on wie, że chodzi o nazistę. Niektóre rzeczy trzeba było wyjaśniać czytelnikom od podstaw.
Całkiem istotną kwestią były ustroje kilku krajów. W języku polskim ‘książę’ może określać kilka różnych wysokich tytułów szlacheckich (królewicz, diuk, princeps, princ). Księstwem jest Ys oraz Czarnoborze – tym ostatnim musiał władać ‘archduke’ z powodów fabularnych, choć niezbyt wpasowuje się to w niezależność tego kraju.
Wiele miejsc i nazw własnych w wolsungowych odpowiednikach krajów nie używających łacińskiego alfabetu (Eolia, Morgowia, Czarnoborze) trzeba było poddać „transliteracji” i zapisać je na angielską modłę - Cwietan stał się np. Tzvetanem, a Jelena – Yeleną. Skoro mowa o transkrypcji, czasem ‘t’ trzeba było zmienić na ‘th’ i odwrotnie, zwłaszcza w nazwach inspirowanych starożytną mitologią.
Różne takie
Przy okazji wyszły na jaw kiksy polskiego wydania – walutą hiszpańskiej Korioli były w oryginale włoskie cekiny (zmienione na centimos). W Serenissimie powinien być tylko jeden doża, choć pałaców dożów może być wiele. Z radością dowiedziałem się też, że w Hrimthorście są „złoża złota, węgla i stali”, zapewne pozostawione przez prehistoryczne krasnoludy.
W pierwszych wersjach tłumaczenia „orkowie” pisało się orks – ale zgodnie z Żuchem naciskaliśmy na Garnka, by jednak zmienił na orcs – dla anglojęzycznych czytelników byłoby to udziwnianie na siłę, lub bezpośrednie i mylne nawiązanie do Warhammera 40 000. Przy okazji poprawiłem też kilka kwestii gramatycznych i ortograficznych – choćby pisanie nazw religii wielką literą (co okazało się być nie dla wszystkich w naszym teamie takie oczywiste :P przyp. Żucho).
Najważniejszą zmianą fluffu jest poprawienie błędnego tłumaczenia „venrierowca” jako venrierer - na venrierist. Przecież nie mówi się hitlerer… Alternatywą było venrierite, co bardziej pasuje do zwolennika osoby (niż jakiejś idei czy systemu politycznego - przy. Żucho), ale venrierist brzmiało nam o wiele naturalniej.
O procesie tłumaczenia Wolsunga można pisać jeszcze długo, przytaczać ciekawostki, wspominać problemy i wpadki, tudzież to, co nam jako tłumaczom sprawiło przy pracy najwięcej radochy. No ale przecież nie chcemy czytelników naszej strony zanudzić :) Na razie zatem jest to koniec serii „pamiętników tłumacza”, choć oczywiście może ona powrócić, jeśli uważacie tego typu teksty za interesujące. Ale to już pewnie bliżej premiery podręcznika.